Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!

Nie było żadnej Rzeczpospolitej Zakopiańskiej

Entuzjaści tatrzańscy formułują to mniej więcej tak:

w początkach listopada 1918 r. wielki pisarz Stefan Żeromski doprowadził w Zakopanem do zrzucenia austriackiej niewoli i utworzył pod Giewontem niezależną Rzeczpospolitą, czyli Republikę Zakopiańską, w której rządził jako prezydent przez kilkanaście dni, a następnie przekazał władzę i teren tatrzański nowo powołanemu rządowi polskiemu w Warszawie. W trakcie pełnienia swego urzędu prowadził nawet wojnę o wyzwolenie Orawy i Spisza spod okupacji czeskiej, interweniując wojskowo w obronie mieszkających tam, a uciśnionych narodowo Polaków. A mieszkał w zakopiańskim Belwederze, jakim za jego sprawą stała się willa Władysławka – dzisiejszy Czerwony Dwór.

Wszystko jest w najlepszym wypadku tzw. skrótem myślowym.

Zakopane bowiem nie było ani jedynym, ani nawet pierwszym miastem, które na przełomie października i listopada 1918 roku wyzwoliło się spod panowania austriackiego. Nie wytworzono tu żadnej samodzielnej organizacji nie tylko państwowej (rzeczpospolita, czyli republika to forma rządów w państwie o określonych zasadach prawnych i granicach), ale nawet administracyjnej. W dodatku Żeromski nie był ani inicjatorem, ani głównym organizatorem działań niepodległościowych w Zakopanem – został wykorzystany jako „twarz” owych działań i poniekąd dał się ponieść fali wydarzeń dziejowych, których zresztą był pilnym obserwatorem.

Zanim przystąpimy do szczegółowej analizy owych wydarzeń, musimy przyjrzeć się kontekstowi, w jakim one występują.

Dla rozwoju sytuacji politycznej w Europie kluczowe znaczenie przyniosła zmiana stanowiska USA wobec wojny. Początkowo, zgodnie z XIX-wieczną doktryną izolacjonizmu, Stany Zjednoczone nie wtrącały się do spraw europejskich i 4 sierpnia 1914 r. ogłosiły swoją neutralność. Ale sytuacja zmieniła się, kiedy osaczone przez ententę Niemcy rozpoczęły wojnę podwodną na Atlantyku, zatapiając m.in. amerykański statek wojenny 19 marca 1917 r. W dodatku, ewentualna przegrana Entanty, a zwłaszcza Anglii, spowodowałaby jej niewypłacalność, a zatem krach wielu amerykańskich przedsiębiorstw, sprzedających Brytyjczykom towary na kredyt. Ponadto, w Stanach Zjednoczonych wykryto niemiecką siatkę szpiegowską, co wzburzyło i Kongres, i opinię publiczną Ameryki. W efekcie USA zdecydowały się wypowiedzieć wojnę Niemcom 6 kwietnia 1917 r., a Austrii – dopiero 7 grudnia tego roku. 8 stycznia 1918 r. prezydent Thomas Woodrow Wilson wygłosił do Kongresu orędzie, gdzie zaprezentował czternaście punktów, których spełnienie umożliwi zawarcie i utrzymanie pokoju w Europie. Polacy zwykle pamiętają tylko to, że opowiedział się w nim za stworzeniem niezawisłego państwa polskiego, które winno obejmować terytoria zamieszkane przez ludność niezaprzeczalnie polską, któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza i którego niezawisłość polityczną i gospodarczą oraz integralność terytorialną należy zagwarantować paktem międzynarodowym. Mało kto z Polaków wie, że ów „polski” punkt orędzia Wilsona miał kolejny numer trzynasty i był przedostatnim w liście postulatów, które obejmowały również sprawy niezawisłości i samostanowienia innych państw: Rosji (z akceptacją takich form rządów administracyjnych i gospodarczych, jaki ten kraj sam sobie wybierze), Belgii, Francji, Włoch, Rumunii, Serbii, Czarnogóry oraz Turcji. Ultimatum Wilsona zaakceptowali najpierw Niemcy, później Austria, ale zgodzić się z nim nie chciały Węgry, obejmujące wówczas m.in. terytorium dzisiejszej Słowacji, a więc graniczące z Polską.

Drugim czynnikiem, mającym kolosalny wpływ na rozwój wydarzeń w Zakopanem – a także w całej Galicji – był zwrot polityczny, który dokonał się w ciągu lat wojennych, zaś szczególnego przyspieszenia nabrał w 1918 roku. W 1914 roku obywatele Zakopanego w znakomitej większości, podobnie jak inni Galicjanie, popierali wojenną politykę Austrii, oglądaną zresztą przez pryzmat propagandy i bezpośrednich działań wojennych Legionów Polskich, utworzonych pod komendą Józefa Piłsudskiego w łonie wojska austriackiego. Nastawienie to z biegiem czasu ulegało zmianie, głównie pod wpływem braku sukcesów militarnych i zawiłych meandrów politycznych brygadiera. W Zakopanem już w 1916 roku powstała tajna organizacja niepodległościowa, z Janem Kasprowiczem jako przewodniczącym i Stefanem Żeromski, jako jego zastępcą, o szerokim profilu politycznym obejmującym opcje „od lewa do prawa”, ale jednoznacznie antyaustriacka – co nie znaczy, że prorosyjska, choć taka konfrontacja na ziemiach galicyjskich była w zasadzie jedyna możliwa. Mimo że organizacja została dość szybko wytropiona przez austriackich konfidentów (co nie było trudne, jako że jej siedzibą była najpopularniejsza wówczas zakopiańska restauracja Karpowicza przy Krupówkach) i zaprzestała działalności, to jednak od tamtego momentu sympatie znacznej części zakopiańczyków zaczęły się przechylać na prawą stronę sceny politycznej – może nie tyle z powodów ideologicznych, ile z uwagi na sytuację na froncie. W 1917 roku powstała w Zakopanem konspiracyjna komórka Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego pod przewodem Leona Krobickiego. On sam w życiu społecznym Zakopanego bezpośrednio nie brał większego udziału, ale dwaj jego najbliżsi współpracownicy mieli odegrać w najbliższych latach kluczową rolę w kształtowaniu się spraw zakopiańskich. Byli to nauczyciel matematyki Medard Kozłowski i adwokat działający najpierw w Nowym Targu, później w Zakopanem Józef Diehl, obaj znani także jako dziennikarze miejscowej prasy. Właśnie oni byli głównymi animatorami życia politycznego w Zakopanem pod koniec I wojny światowej, a po wojnie stali się może największymi przeciwnikami politycznymi. Politycznymi, nie ideowymi, bo nadal reprezentowali prawicę. Ale gdyby sprawy tzw. Rzeczpospolitej Zakopiańskiej chcieć personalizować – to jej akuszerem, a i ojcem chrzestnym był Medard Kozłowski.

I wreszcie popatrzmy na samego Żeromskiego. Bywający w Zakopanem od 1892 r., w 1904 związał się z nim trwale, zaś od 1909 r. jako banita z Królestwa był – z dłuższymi czy krótszymi przerwami stałym mieszkańcem stolicy Tatr, angażując się tu w rozmaite działania społeczne, przede wszystkim w pracę założonej przez siebie Biblioteki Publicznej oraz Towarzystwa Szkoły Ludowej. Okres wojny spędził niemal cały w Zakopanem – z jednym znamiennym wyjątkiem: w połowie czerwca 1918 r. wyjechał z ciężko chorym na gruźlicę synem do Nałęczowa, gdzie 30 lipca 1918 Adam Żeromski zmarł i tam został pochowany. Pisarz został bez ukochanego syna, bez żony, którą praktycznie opuścił kilka lat wcześniej dla drugiej kobiety, bez domu i bez planów na przyszłość. Kilka dni potem wrócił do Zakopanego, gdzie w willi Władysławka czekała na niego Anna Zawadzka i ich wspólne dziecko – Monika.

Obserwując działalność Stefana Żeromskiego w Zakopanem po śmierci Adasia odnosi się wrażenie, że imał się każdej pracy, każdej aktywności społecznej by oderwać myśli od tragedii, którą tylko co przeżył. Gorączkowo przerzucał strony gazet, próbując między wierszami artykułów poszatkowanych przez cenzurę wyczytać prawdę o aktualnym stanie działań wojennych. Marzył o Polsce nowej, niepodległej, Polsce szklanych domów i spełniających swoje marzenia szczęśliwych ludzi. Do osiągnięcia tego celu potrzebne było jedno: Francuzi, wspierani przez Anglików, Amerykanów i Rosjan musieli wygrać wojnę.

Z Medardem Kozłowskim Żeromski znał się bliżej od 1917 roku, kiedy to pisarz został wybrany przewodniczącym zakopiańskiego koła Towarzystwa Szkoły Ludowej, a Kozłowski wszedł w skład zarządu organizacji, pełniąc funkcję zastępcy sekretarza. Można sądzić, że zarząd TSL był takim małym laboratorium współpracy osób, reprezentujących niekiedy przeciwstawne opcje polityczne, ale potrafiących współdziałać – nie bez ostrych niekiedy kontrowersji! – dla osiągnięcia wspólnego celu. Efektem takiej współpracy były m.in. zorganizowane przez TSL i endecję (firmowali to Stefan Żeromski i Leon Krobicki) obchody święta 3 Maja w 1918 roku, określonego w miejscowej prasie jako „polskie święto narodowe” (mimo że wojna miała trwać jeszcze pół roku!), w których uczestniczyły delegacje przeszło trzydziestu miejscowych stowarzyszeń, a przemawiali Józef Diehl z endecji i Józef Curuś z PSL.

Nadszedł wreszcie dzień, który można uważać za początek końca wojny. 12 października 1918 r. agencje prasowe doniosły, iż rząd niemiecki przyjął zasady prezydenta Wilsona za podstawę trwałego, opartego na prawie pokoju i działając w porozumieniu z rządem austro-węgierskim, wyraził gotowość podjęcia rokowań w sprawie zawieszenia broni. Kika dni wcześniej działająca już od roku w Warszawie powołana przez Niemców Rada Regencyjna proklamowała niepodległość Polski (nie określając ani jej granic, ani zasad ustrojowych), a 12 października ogłosiła przejęcie władzy nad polskimi siłami zbrojnymi, działającymi dotąd w strukturach obcych armii.

Przywódcy galicyjskiej narodowej demokracji właśnie na 12 października zwołali w Krakowie do sali Sokoła pod egidą naprędce powołanego Krakowskiego Związku Międzypartyjnego poufne zebranie obywatelskie, na które przyszło ponad dwa tysiące osób z różnych grup politycznych. Pierwszym mówcą był Stanisław Głąbiński – przewodniczący Stronnictwa Narodowego i rektor UJ, który skrytykował kunktatorstwo warszawskiej Rady Regencyjnej i wraz z kolejnym mówcą, wieloletnim posłem do Sejmu Galicyjskiego Stanisławem Strońskim nawoływał do powołania Rady Narodowej miasta Krakowa i utworzenia w terenie jeszcze przed oficjalnym końcem wojny polskiej administracji, która przejęłaby władzę, ale pozostawałaby w opozycji zarówno do Rady Regencyjnej, jak i do działań socjalistów i piłsudczyków. W zebraniu tym uczestniczyli przedstawiciele Zakopanego – na pewno Medard Kozłowski, być może także Stefan Żeromski, który był w tych dniach w Krakowie. Po latach Kozłowski wspominał, że wówczas otrzymał od kierownictwa stronnictwa narodowo-demokratycznego polecenie

przygotowania Zakopanego na nadchodzący upadek Austrii. Polecono nam, kilku miejscowym endekom, utworzyć natychmiast organizację narodową, do której mieliśmy wciągnąć – o ile możności – wszystkie odłamy polityczne. Zadanie nie było łatwe. Jakkolwiek podczas całej wojny przeważały w Zakopanem nastroje ententofilskie, to jednak siły nasze, endeków, były bardzo skromne. Było nas – krótko mówiąc – najpierw pięciu, a pod koniec wzrośliśmy do siedmiu.

Największe zmartwienie mieliśmy z tym, kogo postawić na czele. Właściwie – inaczej: czy Żeromski przyjmie prezesurę w Organizacji Narodowej. Bo że tylko on może stanąć na jej czele, na to zgodziliśmy się od razu.

Zebranie założycielskie Organizacji Narodowej musiało być jednak planowane wcześniej, bowiem odbyło się już nazajutrz po spotkaniu w krakowskim Sokole. Co prawda Kozłowski pisze, że zwołano je naprędce przy pomocy kartek, wręczanych poszczególnym obywatelom, ale jednak dla kilkuosobowej komórki endecji mogłoby to być technicznie dość trudne. Tak czy inaczej, 13 października 1918 r. w sali zakopiańskiego Sokoła zgromadziło się kilkaset osób (we wspomnieniach Kozłowskiego z 1932 r. – ponad 200, w relacji dziennikarskiej opublikowanej dwa dni po zebraniu – przeszło 500), na wniosek naczelnika gminy Wincentego Regieca przewodniczącym zgromadzenia wybrano Stefana Żeromskiego, jego zastępcami – reprezentującego prawicę Wincentego Szymborskiego, dyrektora dóbr zakopiańskich oraz reprezentującego legionową lewicę Mariusz Zaruskiego. Sekretarzami zebrania byli Anna Augustynowiczowa i Medard Kozłowski. Józef Diehl przedstawił rezolucję polityczną, której podstawowe punkty zostały opracowane przez władze Stronnictwa Narodowego w Galicji z patriotyczną preambułą ideową:

Wobec przyjęcia zasad pokojowych Prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona przez państwa rozbiorcze uważamy się odtąd za obywateli wolnej, niepodległej i zjednoczonej Polski. Tej Polsce winniśmy wierność i posłuszeństwo, mienie i krew naszą, nie uznajemy żadnych więzów, tym najświętszym obowiązkom przeciwnych.

W kilku punktach powtórzono założenia polityczne endecji, m.in. o uznawaniu jedynie Komitetu Narodowego w Paryżu (z Romanem Dmowskim, Ignacym Janem Paderewskimi Maurycym Zamoyskim na czele) za przedstawicielstwo Polski wobec państw Koalicji. Jak wiadomo – niebawem Piłsudski będzie chciał to przedstawicielstwo zastąpić swoimi ludźmi, z wybitnym działaczem zakopiańskim, dr Kazimierzem Dłuskim na czele. Najważniejszą jednak częścią rezolucji i efektem zebrania w dniu 13 października było powołanie Organizacji Narodowej, której przewodniczącym został Stefan Żeromski, jego zastępcami Wincenty Szymborski, Mariusz Zaruski i prezes Związku Górali Franciszek Pawlica, a sekretarzem Medard Kozłowski.

Sprawa powołania Organizacji Narodowej w Zakopanem jest od lat uważana za jakieś przełomowe wydarzenie w polskiej historii – tymczasem nie było to nic ani nadzwyczajnego, ani pionierskiego. Jego wyjątkowość polega na tym, że na czele tutejszej ON stanął nie polityk, tylko wielki pisarz. A organizacje takie powstawały w całej Galicji, w tym – na całym Podhalu. W Nowym Targu na przykład podobne zgromadzenie zwołano trzy dni wcześniej niż w Zakopanem – 10 października, zaraz po proklamacji niepodległościowej, ogłoszonej przez Radę Regencyjną. Odbyło się ono w sali rady powiatowej i miało na celu powołanie Organizacji Narodowej na terenie powiatu nowotarskiego i całego Podhala. W jego trakcie zebrani uchwalili przedstawione przez profesora tutejszego gimnazjum, Jana T. Dziedzica, zasady działalności Organizacji Narodowej:

Z chwilą, gdy państwa zaborcze przyjęły zasady pokojowe prezydenta Ameryki Wilsona, musimy się uważać odtąd za obywateli wolnej, niepodległej i zjednoczonej Polski. Nie uznając żadnych więzów niewoli dotychczasowej winniśmy tej Polsce wierność i posłuszeństwo, mienie i krew naszą.

Brzmi znajomo? Okazuje się więc, że Powiatowa Organizacja Narodowa, na czele której stanął lekarz, poseł do Sejmu galicyjskiego, działacz Ligi Narodowej i Narodowej Demokracji, a w przyszłości starosta spisko-orawski, Jan Bednarski, po prostu przekazała poszczególnym gminom, a nawet parafiom swoje stanowisko, zobowiązując lokalne społeczności do stworzenia miejscowych kół organizacji narodowej i przyjęcia niemal jednorodnego dokumentu. Tego samego dnia, a więc 10 października 1918 r. na uroczystym posiedzeniu zebrała się rada miejska Nowego Targu, która wyraziła wdzięczność posłom polskim do parlamentu austriackiego za opowiedzenie się w sprawie powstania wolnej, niepodległej, zjednoczonej i mającej dostęp do morza Polski oraz uznanie dla Rady Regencyjnej za manifest niepodległości. To, jak wiemy, było nie całkiem po myśli krakowskiej endecji. Jak wiemy z łamów nowotarskiej „Gazety Podhalańskiej” w zakopiańskim zebraniu w dniu 13 października – co zostało całkowicie pominięte w relacji zakopiańskiego pisma „Echo Tatrzańskie” – wziął udział kierownik organizacyjny powiatowej ON, Jan T. Dziedzic, który omówił zasady działania Organizacji w powiecie i wzajemne relacje między strukturą powiatową a organizacją zakopiańską, dla której we władzach „powiatu”zagwarantowano 10 miejsc – tyle samo co dla Nowego Targu. W następnych dniach podobne zebrania odbyły się m.in. w Krościenku i Czarnym Dunajcu.

Pierwszą polską władzę wykonawczą, zarządzającą terenem, należącym jeszcze formalnie do Austro-Węgier utworzono bynajmniej nie w Zakopanem, ale w Cieszynie, gdzie z inicjatywy Józefa Kiedronia 19 października 1918 r. powstała Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego, z programem przejęcia władzy od Austriaków i następnie włączenia Śląska Cieszyńskiego w granice mającego powstać ponownie państwa polskiego. W nocy z 31października na 1 listopada polscy żołnierze służący w garnizonie austriackim rozbroili żołnierzy obcych narodowości, przejęli dowództwo, a następnie rozwiązali administrację austriacką. Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego w imieniu Polski przejęła władzę nad rozległym terenem, obejmującym powiaty cieszyński, frysztacki i bielski.

28 października 1918 r. w Krakowie powstała Polska Komisja Likwidacyjna, złożona z 23 polskich posłów do parlamentu austriackiego, mająca w założeniu być przeciwwagą dla działającej w Warszawie Rady Regencyjnej i chcąca działać jako polski rząd w Galicji. Jej przewodniczącym został Wincenty Witos z PSL „Piast”, a w składzie PKL znalazł się m.in. ksiądz Józef Londzin, burmistrz Cieszyna i reprezentant Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego. Wobec coraz bardziej realnej konfrontacji zbrojnej z Ukraińcami i zbliżających się walk o Lwów oraz lewacko-anarchistycznych rozruchów w rejonie na wschód od Krakowa, które w niedalekiej przeszłości miały doprowadzić do powstania separatystycznych „republik” Tarnobrzeskiej Tomasza Dąbala i księdza Eugeniusza Okonia oraz Pińczowskiej Jana Lisowskiego – konieczne stało się rychłe utworzenie polskiej armii, co prędko mogło się stać tylko przez bunt żołnierzy polskich, służących w wojsku austriackim i opanowanie garnizonów wciąż jeszcze zajmowanych przez armię zaborczą. Tego typu zalecenie zapewne otrzymały powołane w większych ośrodkach terytorialne oddziały PKL, a także wszystkie działające w Galicji jednostki Organizacji Narodowej oraz niektórzy bardziej patriotycznie uświadomieni oficerowie polscy.

Po Cieszynie, kolejnym miastem, które doprowadziło do likwidacji administracyjnej władzy austriackiej był Kraków, gdzie na zgromadzeniu w sali Sokoła w dniu 30 października 1918 r. urzędnicy wszystkich ważniejszych instytucji przyjęli deklarację o wypowiedzeniu posłuszeństwa Austrii i przejściu pod jurysdykcję państwa polskiego, reprezentowanego przez Polską Komisję Likwidacyjną. Tego samego dnia przygotowano się do opanowania garnizonów austriackich, ale początkowo polscy wyżsi oficerowie odmówili wzięcia w tym udziału uważając, że byłaby to zdrada i złamanie przysięgi, którą składali. W tej sytuacji do akcji wkroczył młody, 29-letni wówczas porucznik Antoni Stawarz, dowódca jednostki wojskowej stacjonującej w Podgórzu, który najpierw przy pomocy polskich kolejarzy w Płaszowie i Prokocimiu zablokował ewentualną wywózkę artykułów żywnościowych z Krakowa do Austrii (co planowali okupanci), a nazajutrz rano, 31 października 1918 r. jako oficer inspekcyjny pojawił się w koszarach przy ul. Kalwaryjskiej, gdzie stacjonował pułk niemiecki, wezwał wszystkich żołnierzy na plac apelowy bez broni, po czym rozdzielił Niemców i Węgrów od Słowian, a wtajemniczeni żołnierze polscy zabrali ich broń pozostawioną w koszarach. Dysponując początkowo niespełna 30 polskimi żołnierzami, internował ok. 400 obcokrajowców, w tym kilkunastu oficerów. Inni polscy oficerowie, konspiracyjnie współpracujący ze Stawarzem, zdobyli bez walki koszary przy ul. Wielickiej. Te dwa oddziały, wzmocnione polskimi żołnierzami będącymi na przepustkach, którzy natychmiast przyłączyli się do buntu, wsparte przez uzbrojonych kolejarzy z Prokocimia pomaszerowały na Rynek Główny, zajmując po drodze wszystkie punkty wojskowe. Tłum gęstniał, entuzjazm był nieopisany. Po godzinie 15.00 komendant twierdzy Kraków, Siegmund Benini, z którym od rana pertraktowała Komisja Likwidacyjna, poddał miasto i przekazał swoje kompetencje władzom PKL. 31 października po południu Kraków był już rządzony przez Polaków.

W tym samym czasie – a nawet nieco wcześniej – identyczne działania rozpoczęły się w Tarnowie, gdzie przejęto garnizon austriacki w nocy 30 października. O godzinie 8 rano 31 października 1918 r. Tarnów był wolny.

Nie wiadomo, czy metody zastosowane przez por. Stawarza w Krakowie były elementem wcześniej przygotowanej taktyki, czy wieść o nich lotem błyskawicy dotarła pod Tatry, czy też może stały się tak znane, że podobne działania ex post przypisywano innym oficerom. W każdym razie nie można nie zauważyć zbieżności w opisie wypadków krakowskich z relacją z Zakopanego autorstwa jednego z uczestników wydarzeń z 31 października 1918 r., Tadeusza Janowskiego, który był jednym z realizatorów wyzwolenia Zakopanego spod władzy austriackiego zaborcy:

Wykorzystując fakt, iż dowódcą oddziału wartowniczego był młody, niedoświadczony, a – jak stwierdziliśmy – ślepo zdyscyplinowany podporucznik, posłużyliśmy się podstępem. Wykorzystaliśmy okoliczność, że żołnierze oddziału wartowniczego, którzy w danym czasie nie pełnili służby wartowniczej, wychodzili codziennie na plac koło zabudowań Chramcówek w celu dokonania normalnych ćwiczeń. W dniu rozpoczęcia naszych działań oddział ten – jak zwykle – ćwiczył różne zwroty, chwyty broni itp. Kapitan Marian Bolesławicz, który znał dobrze wszystkie niemieckie, austriackie komendy, ubrany w pełny służbowy strój oficera armii austriackiej, mając obok siebie tak samo wyekwipowanego porucznika rezerwy Adama Litwickiego jako adiutanta, wystąpił w roli inspekcjonującego. Gdy kpt. Bolesławicz podchodził do oddziału, por. Litwicki wyprzedził go nieco i ostrzegł dowodzącego podporucznika słowami: „Achtung Inspezierung”(uwaga inspekcja), po czym cofnął się ku kpt. Bolesławiczowi. Zaskoczony podporucznik, nie podejrzewając niczego, sfrontował oddział i oddał przepisowe honory wojskowe. Kpt. Bolesławicz po przejściu przed frontem oddziału polecił podporucznikowi dokonanie oddziałem kilku zwrotów. Następnie rozkazał ustawienie broni (karabinów) w kozły i wykonanie w rozwiniętym szyku biegu na odległość kilkudziesięciu kroków. W momencie, gdy oddział oddalał się od ustawionych w kozły karabinów, zbliżył się do nich porucznik rez. K. Olszewski wraz ze mną i z naszymi dokooptowanymi do Komitetu jednorocznymi ochotnikami-studentami. Wtedy kpt. Bolesławicz podszedł do żołnierzy oddziału wartowniczego i oświadczył, najpierw w języku niemieckim, a następnie polskim, że z tą chwilą ustaje władza zaborcy, i wezwał żołnierzy do posłuszeństwa władzy narodu polskiego, którą w danej chwili reprezentujemy my. Następnie już na polską komendę wystąpili na prawo żołnierze Polacy. Była ich spora garstka. Wszyscy ci żołnierze Polacy z zapałem złożyli przysięgę na wierność wyzwalającej się z pęt niewoli Polsce. Żołnierzom innych narodowości zapewniliśmy szybki powrót do ich ojczyzn, na razie zaś poleciliśmy im spokojne udanie się do pomieszczeń oddziału i nieopuszczanie ich. Żołnierze Polacy z miejsca objęli służbę na wszystkich posterunkach wartowniczych oraz pilnowali, by nikt z żołnierzy obcych narodowości nie opuścił wyznaczonych pomieszczeń.

W przejmowaniu władzy wojskowej w Zakopanem uczestniczyli także komendant szpitala Czerwonego Krzyża, kapitan dr Gustaw Nowotny i w późniejszej fazie dowódca z Nowego Targu, major Ottokar Wincenty Brzoza-Brzezina. Po zakończeniu akcji wojskowi skontaktowali się z sekretarzem Organizacji Narodowej Medardem Kozłowskim i wspólnie z nim poszli do willi Władysławka, żeby zawiadomić o wszystkim Stefana Żeromskiego i oddać się do jego dyspozycji. Żeromski zwołał na trzecią po południu posiedzenie prezydium Organizacji Narodowej, w którym wzięli także udział przedstawiciele wojska i władz gminnych. Podczas narady, która odbyła się w (nieistniejącym dziś) budynku gminy przy Rynku, koło skrzyżowania dzisiejszych ulic Orkana i Grunwaldzkiej, postanowiono zorganizować nazajutrz zebranie pełnego składu zarządu Organizacji Narodowej, poszerzonej o dodatkowych przedstawicieli lewicy.

1 listopada 1918 r. Organizacja narodowa przekształciła się w Radę Narodową Zakopanego, której członkowie złożyli przysięgę na wierność państwu polskiemu, powtarzając tekst ułożony przez Żeromskiego:

My tutaj zgromadzeni członkowie Zarządu Organizacji (Rady) Narodowej w Zakopanem jako tymczasowa władza narodowa w Zakopanem ślubujemy wierność i przyrzekamy posłuszeństwo narodowi polskiemu oraz jego przedstawicielstwu i jedynej władzy, Rządowi Polskiemu w Warszawie.

Skład władz Rady Narodowej był taki sam, jaki miała Organizacja Narodowa: Żeromski pozostał jej przewodniczącym, a zastępcami byli nadal Szymborski, Zaruski i Pawlica.

Odezwa 1918, Archiwum Narodowe w Krakowie

Stefan Żeromski 1 listopada 1918 r. odebrał też przysięgę od najwyższych rangą oficerów. Rada ogłosiła publicznie, za pośrednictwem odezwy rozplakatowanej nazajutrz na ulicach Zakopanego, że do czasu utworzenia rządu ogólnopolskiego tymczasowo przejmuje władzę nad Zakopanem.

Dalszy ciąg działań Rady Narodowej w Zakopanem nastąpił dopiero po dniu przerwy, kiedy to Żeromski 1 listopada 1918 r. uczestniczył w uroczystości przejmowania władzy w Nowym Targu, do czego był zobowiązany jako członek władz powiatowej Organizacji Narodowej. W nocy z 31 października na 1 listopada zajęto najpierw dwie baterie artylerii górskiej i szpital Galicyjskiego Czerwonego Krzyża w Nowym Targu, a potem dowództwo objęli w mieście major Ottokar Brzoza-Brzezina, a w powiecie Mariusz Zaruski. Zajęto też magazyny wojskowe i koszary na Czerwonem. Żołnierze polscy zabezpieczyli stację kolejową i otoczyli główne urzędy. W nocy i rano zlikwidowano wizualne symbole władzy austriackiej. Prezes powiatowej Organizacji Narodowej dr Jan Bednarski i burmistrz Nowego Targu Józef Rajski odebrali przysięgę na wierność Polsce najpierw od dowódców wojskowych, potem od pracowników sądu, kolei, dyrektorów szkół i pozostałych urzędników. Podobne akty w kolejnych dniach miały miejsce w Czarnym Dunajcu i Krościenku.

O zaistniałych wydarzeniach powiadomiono Polską Komisję Likwidacyjną w Krakowie specjalnym telegramem podpisanym przez prezydium Rady Powiatowej Organizacji Narodowej w składzie: prezes – poseł dr Jan Bednarski, zastępcy – burmistrz Józef Rajski z Nowego Targu i Stefan Żeromski z Zakopanego, oraz dr Konrad Zieliński z Krościenka, dziekan ks. Piotr Krawczyński z Ludźmierza, Józef Bednarczyk wójt z Cichego, Piotr Staszel wójt z Maruszyny.

2 listopada 1918 r. Żeromski był już z powrotem w Zakopanem. W samo południe w domu gminnym obok Rynku na ręce przewodniczącego Rady Narodowej przyrzeczenie wierności dla Polski złożyli przedstawiciele zakopiańskich instytucji, szkół, stacji kolejowej, poczty, zakopiańskiej gminy żydowskiej i policji. Opodal, na ówczesnym Rynku (a dzisiejszym Placu Niepodległości) przyrzeczenie złożyli oficerowie, a którzy następnie zaprzysięgli żołnierzy w Zakładzie Czerwonego Krzyża przy Chramcówkach.

Stefan Żeromski w jednym z prywatnych listów pisał o tych czasach, że powierzono mu

… niemal „dyktaturę” nad Zakopanem i przyległymi dolinkami. Sprawowałem ten niezapomniany, śmieszny i wzniosły urząd przez jedenaście dni, gdy się mama Austria waliła w gruzy. Zaprzysiągłem uroczyście wojsko, policję, szpiclów, gminę, pocztę i telegraf na wierność nowemu Państwu, a nawet prowadziłem wojnę o odzyskanie wsi Głodówka i Sucha Góra od inwazji czeskiej. Mile wspominam te moje przewagi wojenne i dyktatorskie, gdyż zawierają morze wesela.

Owa „wojna o odzyskanie wsi Głodówka i Sucha Góra” to wspomnienie działań wojskowych, podjętych przez żołnierzy stacjonujących w Nowym Targu, dla obrony stanowiska polskiej ludności na północno-wschodniej Orawie, skupionej wokół powołanej 5 listopada 1918 r. w Jabłonce Rady Narodowej Polaków na Górnej Orawie. Dzień później na Orawę wkroczyło kilkudziesięciu polskich żołnierzy pod dowództwem porucznika Jerzego Lgockiego – być może w porozumieniu ze Stefanem Żeromskim (jak twierdzą niektórzy historycy), a na pewno za jego wiedzą, jako że był on wiceprzewodniczącym powiatowej Organizacji Narodowej, w której kompetencji leżały również sprawy spisko-orawskie. Jak wiadomo, akcja wojskowa szybko została przerwana na skutej interwencji władz wyższych, o czym szczegółowo pisałem gdzie indziej i nie ma potrzeby tego powtarzać, zwłaszcza że to materia skomplikowana, gdyż nie chodziło tu o sentymentalną „wojnę o Tatry”, jak się to niekiedy przedstawia, ale o wielką politykę międzynarodową.

17 listopada 1918 roku powstał w Warszawie nowy rząd (już drugi – po lubelskim rządzie Ignacego Daszyńskiego), kierowany przez socjalistę Jędrzeja Moraczewskiego. W tej sytuacji zakopiańska Rada Narodowa, napominana zresztą wcześniej przez władze powiatowe, by powróciła do nazwy „Organizacja Narodowa” – rozwiązała się i przeszła do historii.

No więc jak to było z tą unikatowością zakopiańskich poczynań niepodległościowych? Z powyższego widać wyraźnie, że obalenie władzy austriackiej nastąpiło w Małopolsce prawie jednocześnie, w okresie między końcem października, a początkiem listopada 1918. W niektórych przypadkach są to różnice godzinowe. Zakopane jest, by tak rzec – w czołówce miejscowości, zrzucających austriackie jarzmo, ale na pewno nie jest pierwsze.

A co z  Rzeczpospolitą Zakopiańską? Nie było żadnej Rzeczpospolitej Zakopiańskiej. Nazwa ta nie występuje nigdzie w żadnym dokumencie z tamtych czasów, pojawia się po raz pierwszy dopiero w 1919 roku jako figura literacka, wprowadzona do obiegu przez obdarzonego niewątpliwym talentem pisarskim Medarda Kozłowskiego, sekretarza zakopiańskiej Rady Narodowej, który pisał (M. Kozłowski, W pierwszą rocznicę, „Echo Tatrzańskie”1919, nr 21 z 10 grudnia, s. 1.) niejako usprawiedliwiając się z owego epitetu:

W obrębie wolnej, niepodległej i zjednoczonej Polski powstała sławetna Rzeczpospolita Zakopiańska. Jakkolwiek nazwa republiki z lokalnym przymiotnikiem została u nas dostatecznie skompromitowana przez efemerydę lubelską [chodzi o rząd Ignacego Daszyńskiego, powołany w Lublinie 6 listopada 1918 – MP], w mniejszym zakresie przez tarnobrzeskie czy kolbuszowskie państwa różnych Dąbali i Okoniów, jednak uznając różnice intencji twórców, można bez wielkiej przesady mówić o Rzeczypospolitej Zakopiańskiej. Różnica w tym, że kiedy założeniem tamtych były dążności separatystyczne na tle wybujałych namiętności społecznych i politycznych, Zakopane z musu zostało republiką, bo nie było żadnej innej władzy.

A zatem i według „ojca chrzestnego” owego pojęcia, należy je co najwyżej traktować metaforycznie, umieszczając w cudzysłowie – i tak czyni Kozłowski w późniejszych wspomnieniach. Myli się jednak zasłużony zakopiański wójt, bo Zakopane nie zostało żadną republiką, gdyż Rada Narodowa była po prostu tymczasową władzą administracyjną. I nieprawdą jest, że nie było żadnej innej władzy: były w Zakopanem takie same władze, jak w Nowym Targu, Krościenku, Czarnym Dunajcu czy innych miejscowościach. Różnica polega jednak na czymś innym: nie na charakterze tej władzy tylko na tym, że jej najważniejszym przedstawicielem nie był polityk, samorządowiec, poseł, czy gospodarz – a wielki i sławny pisarz, największy jakiego mieliśmy w tamtym czasie. I tym Zakopane śmiało może szczycić się w stulecie owego wydarzenia, tak jak to czyniło w latach międzywojennych i jak będzie czynić zawsze.

Willa czerwony Dwór

A nazywanie Żeromskiego „prezydentem”, zaś miejsca, w którym wtedy mieszkał, dzisiejszej willi Czerwony Dwór – zakopiańskim Belwederem? Cóż – słowem prezydent określano ongi, i czyni się tak niekiedy i dziś kogoś kto jest przewodniczącym jakiegoś ciała, kto mu prezyduje. Na przykład Ignacy Jan Paderewski, trzeci premier Rzeczpospolitej Polskiej, używał tytułu „prezydent ministrów”. A zakopiański Belweder w pięknej, stylowej willi wygląda na pewno lepiej, jakikolwiek inny belweder na świecie. Bo belweder to pawilon ogrodowy położony na wzgórzu, lub rekreacyjna nadbudówka z tarasem, sytuowana powyżej najwyższego piętra mieszkalnego budynku reprezentacyjnego lub pałacu. A że dawna Władysławka, a dzisiejszy willa Czerwony Dwór gościła takie sławy jak Rubinstein, Żeromski, Szymanowski, Malczewski czy niemal stały bywalec – Stanisław Ignacy Witkiewicz, nieco splendoru z tych postaci spływa i na sympatyczny zakopiański Belweder.

Tekst: Maciej Pinkwart

1 Comment on Nie było żadnej Rzeczpospolitej Zakopiańskiej

  1. Przeczytałam z dużą przyjemnością. Pozdrawiam!! Hanka St.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.