Witkacy, symbol Zakopanego

Kim był? Malarzem czy dramaturgiem? Hepenerem czy wizjonerem? Filozofem czy powieściopisarzem? Publicystą czy fotografikiem? Czy wariatem z Krupówek, alkoholikiem, narkomanem i erotomanem, chodzącym w Tatry gwałcić niedźwiedzice, po uprzednim ich zakokainowaniu?

Wszystkim po trochu.

Z tym, że z tą niedźwiedzicą, to tylko niedokładny cytat z jego powieści.

Sam miał się przede wszystkim za filozofa. Ale jego przyjaciel, Władysław Tatarkiewicz, w swojej „Historii filozofii” poświęcił mu sześć linijek.

Jednak z tym wszystkim, czy bez tego wszystkiego, Stanisław Ignacy Witkiewicz przez cały okres międzywojenny był jedną z postaci, dla Zakopanego symbolicznych i charakterystycznych. Związany ze stolicą Tatr od wczesnego dzieciństwa, po śmierci długo tu wracał w okolicznościach co najmniej dziwnych, teraz czeka na powrót do swojej symbolicznej roli. To jedyny polski twórca, znany na świecie, jednoznacznie identyfikowany z Zakopanem, pełniący funkcje ambasadora miasta pod Giewontem.

Urodzony w Warszawie 24 lutego 1885 r. (ale zapisany w księgach metrykalnych pod datą 24 marca 1885), został przywieziony do Zakopanego po raz pierwszy w lipcu 1887 r., czyli jako niespełna dwulatek. Witkiewiczowie zamieszkali wówczas na Bystrem, w domu Macieja Wójciaka, niemal już w Kuźnicach – w pobliżu miejsca, gdzie dziś ulica Karłowicza przekracza potok Bystra. Jest to miejsce, gdzie kilkanaście lat później wzniesiono pensjonat „Fortunka”, znany z zakopiańskiego życiorysu kompozytora i taternika Mieczysława Karłowicza. Bodaj w sierpniu 1887 Stanisław Witkiewicz pisał do rodziny:

Jesteśmy od tygodnia w Zakopanem […] Używamy go bez względu na pogodę. Nawet mały jak tylko trochę deszcz ustanie wkłada serdak, kalosze i –„malsz” […] Mały przy tym tak się cieszy z Górali i ze wszystkiego, co widzi tutaj, że jest zupełnie szczęśliwy.

Zapewne dobre samopoczucie dziecka także mogło mieć wpływ na decyzję Witkiewicza, który chorując na płuca postanowił zamieszkać na jakiś czas w Zakopanem. Jak wiemy – pozostał tu przez lat osiemnaście, do 1908 r., kiedy to wyjechał na kurację do Lovranu i już stamtąd żywy nie wrócił. Jego syn zaś miał spędzić pod Giewontem prawie 50 lat, z czteroletnią przerwą na lata wojny.

Stanisław Ignacy Witkiewicz z ojcem

Stanisław Ignacy Witkiewicz z ojcem, około 1893 roku, zdjęcie ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem

W 1890 r. Witkiewiczowie zamieszkują w Zakopanem, już w centrum miejscowości. Prawdopodobnie pierwszy przyjechał pod Giewont Stanisław, być może już w marcu. W czerwcu 1890 r. oficjalna Lista Gości w Zakopanem (pierwsza wydana typograficznie w drukarni Anczyca w Krakowie) odnotowuje nazwisko Stanisława Witkiewicza pod pozycją 80. podając, że przybył on z Warszawy i zamieszkał przy ul. Przecznica „za nrem 4”. Przecznica to dzisiejsza ulica… Stanisława Witkiewicza, a adres „za nrem 4” to prawdopodobnie nieistniejący już dom Macieja Cukra Kozianiaka, usytuowany w okolicach dzisiejszej ul. Wł. Curzydły. Meldunek obejmuje jedną osobę, ale nie musi to oznaczać, że rodzina jeszcze do się do Zakopanego nie przeniosła – niekiedy meldowano tylko „głowę domu”.

O samopoczuciu dziecka w nowej sytuacji Stanisław Witkiewicz 5 czerwca 1890 r. tak pisał do swojej matki Elwiry z Szemiothów:

Stasiek ma tu raj zupełny. Siedzimy pod lasem, osłonięci od wiatru, o ile to można – osłonięci od drogi łąkami – dziecko cały dzień kąpie się w powietrzu, kopie, grzebie, odwiedzają go małe góraliki, z którymi dobrze się bawi […] trzymamy się też, póki co, dróg bitych i co najwyżej na upadki regli idziemy, gdzie mały szaleje, zbierając polne kwiaty. […] Dziecko tak wrażliwe jak Kala ma tu nieprzebraną moc rzeczy i zjawisk ciekawych do obserwowania…

Rok później Stanisław pisał wtedy do matki:

Dziecku dobrze się tu wiedzie – bo też trudno o lepsze miejsce dla dzieci. Posyłam Babci pierwsze jego studium z natury. Jest to Osobita, ostatnia od zachodu góra, jaką z Zakopanego widać. Narysowana bardzo dobrze. Sabała stanowczo twierdzi, że „cosi z tego bedzie, bo bardzo do rzecy”!

Widzimy więc, że pięcioletni Staś, w rodzinie zwany „Kalunio” właśnie w Zakopanem po raz pierwszy ujawnił swój talent malarski. Z tego samego, 1890 roku, pochodzi jego pierwszy autoportret i pierwsza narysowana przezeń scena w ruchu, przedstawiająca jeźdźca na koniu. Kilka miesięcy później Zakopane było świadkiem pierwszego pojawienia się Witkiewicza-juniora na forum publicznym: 27 stycznia 1891 r. odbył się tu jego mocno spóźniony chrzest. Rodzice bowiem postanowili, że matką chrzestną Stasia zostanie zaprzyjaźniona z nimi wielka aktorka Helena Modrzejewska, od pewnego czasu mieszkająca na stałe w Ameryce, której obowiązki uniemożliwiały wcześniejszy przyjazd. Na ojca chrzestnego Stanisław Witkiewicz poprosił otoczonego już wówczas legendami górala zakopiańskiego, 82-letniego wówczas Jana Krzeptowskiego-Sabałę. Wydarzenie to, będące niewątpliwie świętem całego Zakopanego, nie odbyło się wszakże w starym kościółku przy ul. Kościeliskiej, jak powszechnie się sądzi i pisze, tylko w zwykłej chacie góralskiej, zajmowanej wówczas przez Witkiewiczów. Mieściła się ona naprzeciw dzisiejszego hotelu i restauracji „Sabała”, koło miejsca, gdzie przez mostek na potoku Foluszowym uliczka Zborowskiego doprowadza do Dworca Tatrzańskiego i Muzeum. Czemu chrzciny nie odbyły się w kościele – dziś trudno rozstrzygnąć. Może zadecydował o tym wiek Stasia – kościół zapewne nie chciał sugerować parafianom, że aprobuje fakt nie chrzczenia dziecka przez sześć lat… Przyczyną mogła być także ospa, na którą z początkiem roku chorował Staś. Maria Witkiewiczówna, ciotka Stasia pisała potem we wspomnieniach:

Pani Helena ubrana w najpiękniejszą szatę, cudna jak zjawisko, trzymała do chrztu Stasia z Sabałą, chata cała ukwiecona, skrzypeczki, gęśliczki grały, a za tymi dostojnymi gośćmi stało jeszcze kilkanaście par góralskich. – To całe Zakopane – wicie – trzymało tego Stasia do krztu – mówili potem górale.

Ceremonii wszakże dopełnił ksiądz proboszcz Józef Stolarczyk, więc formalnie wszystko było w porządku.   "Chrzciny Witkacego", sztuka Macieja Pinkwarta

W domu także odbywały się obrządki pedagogiczne. Ojciec Stasia uważał, że zorganizowana edukacja szkolna może tylko zahamować szybki, ale mocno nieuporządkowany rozwój intelektualny dziecka. A więc uczył się w domu – najpierw malowania i pisania (w tej kolejności), potem w Muzeum Tatrzańskim – astronomii, topografii gór i przyrody. Pedagogami byli kustosz Muzeum, zarazem nauczyciel zakopiańskiej szkoły ludowej Walenty Staszel i nauczycielka Jadwiga (?) Jastrzębska. Później, już w czasach gimnazjalnych, kiedy to Staś nadal uczył się w domu, ale eksternistycznie zdawał egzaminy w szkole realnej we Lwowie – jego nauczycielami byli geolog i teatrolog Mieczysław Limanowski oraz osiadły wówczas w Zakopanem Władysław Folkierski – matematyk, astronom, twórca linii kolejowej prowadzącej przez peruwiańskie Andy – i kolei z Chabówki do Zakopanego. Ale, jak pisał ojciec, Co do «systemu uczenia» […] to zawiera się on w braku systemu. Stasiek uczy się «porządnie» i systematycznie tylko muzyki. Zresztą wsiąkają w niego wiadomości z rozmowy i czytania. Jest rozwinięty, z natury ma umysł samodzielny. Myśl lub wiadomość o jakimś fakcie rzucona w jego główkę po niejakim czasie objawia się przez jakąś całkiem samodzielną robotę.

Naukę muzyki prowadziła w domu matka, Maria Witkiewiczowa. Solidnie wykształcona muzycznie, absolwentka warszawskiego Instytutu Muzycznego, gdzie uczyła się m.in. kompozycji u Władysława Żeleńskiego i nauczania gry na fortepianie, była m.in. autorką Elementarza muzycznego, na którego okładce w wydaniu z 1894 r. widnieje zdjęcie Stasia, ćwiczącego na pianinie. Po osiedleniu się w Zakopanem próbowała nadal wykonywać zawód muzyka – uczyła tego przedmiotu w Szkole Pracy Domowej Kobiet generałowej Zamoyskiej w Kuźnicach, prowadziła pierwszy zakopiański chór przy Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”, dawała prywatne lekcje – ale życie zmusiło ją do bardziej prozaicznych zajęć, domowych i zarobkowych.

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Po wyprowadzeniu się z dolnych Krupówek, Witkiewiczowie osiedli najpierw przy Przecznicy (dziś jest to ulica Witkiewicza), a potem, na kilkanaście lat mniej więcej w miejscu, gdzie dziś jest wjazd do posesji zajmowanej m.in. przez restaurację „Watra”, gdzie mieszkali u gazdy Jędrzeja Ślimaka. Tam powstawały pierwsze, dziecięce sztuki przyszłego autora „Szewców”: spośród Komedii z życia rodzinnego najbardziej znane są dziś Karaluchy, które napisał mając niespełna 8 lat. W domu Ślimaka Stanisław Ignacy mieszkał do 1913 r.

W 1901 r. pierwsze wakacje spędził daleko od domu – w majątku ciotki w Syłgudyszkach na Litwie, gdzie malował pierwsze dorosłe pejzaże. Chwalił je m.in. oglądający je w Zakopanem Brat Albert – Adam Chmielowski, który wróżył Stasiowi karierę doskonałego… pejzażysty. Potem jeździł po Podolu, Litwie i Łotwie, do Włoch, do Monachium, Paryża i Bretanii, by tuż przed pierwszą wojną wyruszyć w dramatycznych okolicznościach w podróż do tropików.

Pierwsze spacery tatrzańskie, początkowo tylko w rejon Regli, Staś odbywał z rodzicami wiosną 1890 r. Ale już w 1899 i 1900 r. – a więc jako nastolatek – w kilku etapach przeszedł grań od Rysów do Łomnicy, czego dowodem są zachowane do dziś fotografie z tej „wyrypy”. Towarzyszami jego wypraw początkowo byli rówieśnicy Władysław Kiejstut Matlakowski, Sienkiewiczowie – dzieci Henryka, Lilpopowie, Leon Chwistek, a także bardziej doświadczeni i starsi turyści Tadeusz Miciński i Mieczysław Limanowski. Potem sporo chodził w Tatry sam – oraz w towarzystwie swoich kolejnych kochanek, a także żony Jadwigi. Był jednym z pierwszych zakopiańskich narciarzy, a sztuki poruszania się w górach na tym sprzęcie uczył się od samego Mariusza Zaruskiego, z którym w 1906 r. odbył narciarską wyprawę z Doliny Małej Łąki na Giewont.

W 1900 roku stał się, raczej biernym, uczestnikiem skandalu, który stał się głośny w Zakopanem i daleko poza jego granicami. Oto jego ówczesny nauczyciel, Mieczysław Limanowski, otrzymał zlecenie z Muzeum Tatrzańskiego na reorganizację działu geologicznego. Wymyślił wówczas, by do ekspozycji włączyć szkielet niedźwiedzia jaskiniowego. Na poszukiwanie skamielin wyruszyli do jaskini Magurskiej Limanowski z uczniem, geolog Ferdynand Rabowski i stary Witkiewicz. Szkieletu nie skompletowali, ale znaleźli trzy fragmenty kostne, które zinterpretowali jako obrabiane ludzką ręką. To dało Limanowskiemu asumpt do wyciągnięcia wniosku, że w jaskini tej mieszkali ludzie pierwotni. Umieszczenie podobizny pitekantropa zakopiańskiego, niezwykle podobnego do małpy, w wystawie muzealnej wywołało interwencję oburzonego księdza proboszcza Kazimierz Kaszelewskiego, potem prezesa Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego Władysława Florkiewicza, a na koniec miejscowej ludności, uważającej, że taki goły i szpetny to może był przodek Limanowskiego i Witkiewiczów, ale na pewno nie żadnego z parafian zakopiańskich. Paskudę z wystawy usunięto i bardzo dobrze, bo dalsze badania wykazały, że zniekształcone fragmenty kostne nie były ani amuletami, ani grotami od strzał, tylko zostały tak ukształtowane przez naturę…

Z początkiem 1902 r. Zakopane było świadkiem publicznego debiutu malarskiego młodego Witkiewicza. Oto na wystawie, zorganizowanej staraniem Towarzystwa Czytelni Zakopiańskiej (która niebawem za sprawą Stefana Żeromskiego przekształci się w Bibliotekę Publiczną), wystawiono wśród innych dzieł dwa pejzaże litewskie 17-letniego twórcy. Wystawa odbyła się w willi „Polanka”. Dziś w pobliżu tamtego miejsca znajduje się kawiarnia „Gabi”, przy skrzyżowaniu ul. Zamoyskiego i Makuszyńskiego.

W 1903 r. we Lwowie Stanisław Ignacy Witkiewicz eksternistycznie zdał maturę (kilkanaście przedmiotów!), po czym – nadal w zakopiańskim domu – uczył się dalej: malarstwa – samodzielnie, matematyki wyższej oraz języka angielskiego. Poza angielskim posługiwał się dość biegle francuskim, niemieckim oraz rosyjskim, potrafił w tych językach swobodnie rozmawiać, pisać i przede wszystkim poznawać fachową literaturę. Fachową – to znaczy związaną z historią i teorią sztuki, naukami przyrodniczymi i filozofią.

Wiosną 1904 r. zwiedzał zachodnią i południową Europę. Latem tego samego roku poznał – w restauracji „Morskie Oko” – Artura Rubinsteina i Karola Szymanowskiego. Z tym ostatnim połączy go chimeryczna i pełna zaskakujących zwrotów przyjaźń, której efektem będą m.in. liczne literackie odniesienia do postaci i twórczości kompozytora w powieściach Witkacego, wzajemne dedykacje utworów oraz cztery portrety Szymanowskiego autorstwa Witkiewicza. Bez względu na meandry tej dziwnej przyjaźni, obaj twórcy do dziś stanowią postacie – symbole dawnego Zakopanego.

W 1904 i 1905 roku towarzyszył ojcu przez kilka miesięcy w czasie pierwszej kuracji w chorwackim Lovranie, by w lutym 1905 osiąść w Krakowie, gdzie chciał podjąć studia malarskie. Krakowskie życie przedstudenckie zostaje przerwane na miesiąc na czas wiosennej podróży do Italii, dokąd wyruszył wspólnie z Karolem Szymanowskim.

Gdy Stanisław Witkiewicz pod koniec 1908 r. wyjeżdża ponownie do Lovranu – syn wznawia krakowskie studia, tym razem u Józefa Mehoffera. W Krakowie poznaje kobiety, które wywrą na jego życie wielki wpływ – późniejszą swoją narzeczoną Jadwigę Janczewską, aktorkę Irenę Solską, muzę artystów – Eugenię Dunin-Borkowską oraz najmłodszą z nich Helenę Czerwijowską. Dla niej Witkiewicz stanie się mężczyzną życia, będzie się jej zwierzał z intymnych detali swych romansów i meandrów swojego umysłu, a ona będzie wzdychać do niego w ocalałym do dziś pamiętniku. On zaś będzie eksperymentował z jej wątłą psychiką. Na szczęście dla niej dziewczyna pozna innego mężczyznę i wyjdzie za niego za mąż.

Witkacy w 1909 r. rozpoczyna pisanie swojej pierwszej powieści – 622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, którą ukończy w dwa lata później, ale wydania jej drukiem nie doczeka – ukaże się ona po raz pierwszy w ponad 30 lat po jego śmierci. Tytułowy Bungo to oczywiście sam Witkacy, treścią powieści jest burzliwy romans z panią Akne, pod którym to pseudonimem rozpoznajemy Irenę Solską, a głównym miejscem akcji jest Zakopane, m.in. teren ówczesnego zakładu dla nerwowo chorych, prowadzonego przez doktora Bronisława Chwistka, gdzie bohaterowie oddają się demonicznym rozrywkom. Dziś znajduje się tam Dom Rekolekcyjny Episkopatu Polski „Księżówka”.

Pod koniec 1912 r. powraca w jego życiu kolejna kobieta, niewątpliwie jedna z najważniejszych. Jest to zarazem pierwsza z narzeczonych Witkacego, akceptowana przez jego rodziców. Choć związek ten będzie trwać zaledwie przez nieco ponad rok – jego skutki ukształtują przyszłe życie Witkacego. Kobietą tą jest Jadwiga Janczewska, przeszło 20-letnia córka adwokata z Mińska, która przyjechała do Zakopanego leczyć początki gruźlicy i zamieszkała w pensjonacie „Nosal” na Bystrem, prowadzonym przez Marię Witkiewiczową.

Z początkiem 1914 r. na zaproszenie Witkacego pojawił się w Zakopanem 32-letni, elegancki, przystojny i wytworny kompozytor Karol Szymanowski. Zamieszkał w także w pensjonacie „Nosal”, planując spędzić tu kilka miesięcy. 20 stycznia 1914 r. pisał do przyjaciela, Stefana Spiessa, że zakopiańska atmosfera wydaje mi się dziwnie obca, pomimo że elita polska tu obecna, więc Żeromski, Miciński etc, etc. Każdego z osobna strasznie lubię — Żeromskiego nawet więcej niż lubię — ale razem wytwarzają ciężką atmosferę — wobec której chce mi się powiedzieć wraz z Zarathustrą: „von allen diesen höheren Menschen wird schwer die Luft”. Zapewne uwagi o nie najlepszej atmosferze dotyczyły przede wszystkim willi „Nosal”, gdzie Jadwiga Janczewska poddawana była przez narzeczonego ciągłym przeciążeniom intelektualnym, w dodatku była oskarżana o to, że zbyt łaskawym okiem patrzy na Szymanowskiego.

Ciekawe spostrzeżenia o obu bohaterach nadchodzącego dramatu poczyniła młoda poetka, Kazimiera Iłłakowiczówna, która we wspomnieniach pisała, że Karol Szymanowski był bardzo piękny. Odbijał zdecydowanie od ponurego Stasia Witkiewicza […]. Był typowym młodym ziemianinem: człowiekiem w miarę nieśmiałym, niezmiernie dobrze wychowanym, bardzo delikatnym. Czarująca osoba”.

Może to spojrzenie 22-letniej kobiety wskazuje, że zazdrość Witkacego o Szymanowskiego była w jakiś sposób uzasadniona? Choćby w taki, że Janczewska mogła w głębi duszy myśleć, że przystojny co prawda, ale ponury i niekiedy niesympatyczny jej narzeczony nie wypada najkorzystniej na tle sławnego, eleganckiego i przystojnego kompozytora, wciąż będącego kawalerem i nie stroniącego od świata, także świata pięknych kobiet?

Po kolejnej awanturze Witkacy poszedł na kilka dni w góry, a Jadwiga Janczewska 21 lutego 1914 r. pojechała dorożką do Doliny Kościeliskiej i tam na Hali Pisanej popełniła samobójstwo, strzelając do siebie z browninga, skądinąd należącego do narzeczonego. W literaturze wiąże się ten dramat nie tylko z rozchwianiem emocjonalnym młodej panny, wywołanym postępowaniem Witkiewicza, ale także z osobą Szymanowskiego. Powtarza się plotkę, jakoby zdrada rzeczywiście miała miejsce, co więcej – nie ograniczyła się tylko do powłóczystych spojrzeń i dwuznacznych westchnień. Janczewska miała być w ciąży, i to właśnie z Szymanowskim, stąd desperacka ucieczka w samobójstwo.

To zupełnie nieprawdopodobne, i to nawet nie z powodu homoseksualnych preferencji Szymanowskiego – w końcu, znamy wielu homoseksualistów żonatych i dzieciatych. Po prostu na to, by uwodzić narzeczoną przyjaciela Szymanowski był za dobrze wychowany. No, ale z drugiej strony wiemy, że miłość nie patrzy na konwenanse… Ale jest jeszcze czynnik czasu: Szymanowski z Janczewską poznali się nie wcześniej niż w połowie stycznia 1914. 21 lutego miał miejsce tragiczny finał. Trochę za szybko, jak na takie rozwiązanie, przynajmniej w tamtych czasach i w tym towarzystwie.

Cóż, na pewno jest to nieprawdopodobne. Jednak całkowicie wykluczyć tego nie można.

Po tragedii obaj uciekali z Zakopanego. Szymanowski zemknął do Włoch i północnej Afryki, Witkiewicz wpadł w depresję, myślał o samobójstwie, wreszcie wyruszył w podróż z Bronisławem Malinowskim do Australii, skąd w obliczu wybuchu wojny światowej pojechał do Rosji, w Piotrogrodzie ukończył szkołę oficerską i wziął udział w działaniach frontowych. Ranny w bitwie pod Witonieżem (pocisk, którego odłamki trafiły Witkacego, wystrzelony został przez żołnierzy II Brygady Legionów Józefa Piłsudskiego – krewnego i przyjaciela Stanisława Witkiewicza…), przeżył w Rosji Rewolucję Październikową i wrócił do Zakopanego w połowie 1918 r.

W kościele przy Krupówkach Witkacy wziął w 1923 r. ślub z młodszą o 8 lat Jadwigą Unrug, siostrzenicą Wojciecha Kossaka, tutaj młodzi małżonkowie mieszkali przez prawie dwa lata i tu się rozstali, z powodu niezgodności charakterów. Ale nigdy się nie rozwiedli i pozostawali w dość dziwacznej przyjaźni aż do końca jego życia. Chęci ustabilizowania się finansowego w małżeństwie zawdzięczamy powstanie Firmy Portretowej Stanisław Ignacy Witkiewicz, która choć działała także na „gościnnych występach” w innych miastach – w Zakopanem miała siedzibę, tutaj też powstawało najwięcej rysowanych przez Witkacego portretów, zarówno tych komercyjnych, jak eksperymentalnych i towarzyskich, wykonywanych podczas spotkań przyjacielskich czy alkoholowo-narkotykowych „orgii”. Tutaj Witkacy płacił podatki, a niekiedy popadał w konflikt z Urzędem Skarbowym…

W Zakopanem w 1918 r. dokończył swój pierwszy „dorosły” dramat – Maciej Korbowa i Bellatrix, zapewne wspominając przy tej okazji pisane w wieku lat niespełna ośmiu Karaluchy, czy inne Komedie z życia rodzinnego. Tu powstawały wszystkie jego następne sztuki, artykuły filozoficzne, dzieła z zakresu teorii sztuki i teatru, tu miał swoją pracownię fotograficzną. Tu debiutował jako rysownik i jako malarz na publicznych wystawach. Działał w tutejszym stowarzyszeniu „Sztuka Podhalańska”, tu założył i prowadził własny teatr artystyczny – w latach 1925-1927 był to Teatr Formistyczny, w latach 1937-1939 – Teatr Niezależny. Współpracował z miejscową prasą, gdzie publikował m.in. słynny Demonizm Zakopanego czy esej O dandyznie zakopiańskim, toczył liczne polemiki, zaciekawiał i oburzał. Wygłaszał odczyty o filozofii i teorii sztuki, zyskiwał i tracił przyjaciół, przeżywał wzloty wielkich miłości i upadki niespodziewanych zerwań, walczył z obsesją samobójczą, upijał się z naukowcami, artystami i dorożkarzami, podejmował jednego z najwybitniejszych filozofów europejskich Hansa Corneliusa i romansował z narzeczoną fryzjera, który podobno biegał za nim po Zakopanem ze świeżo naostrzoną brzytwą. Tu, na starym cmentarzu przy ul. Kościeliskiej, spoczywają jego ojciec, matka i żona. Każde w innym grobowcu…

Stąd, pod koniec sierpnia 1939 roku, wyruszył na ostatnią wędrówkę, zakończoną samobójstwem. Tragifarsa z jego nieudaną ekshumacją z ukraińskiego cmentarza we wsi Jeziory interpretowana była jako ostatni kawał Witkacego, ale to nie był kawał, tylko ponury chichot historii.

Stanisław Ignacy Witkiewicz – to obok Szymanowskiego jedyny zakopiańczyk, rozpoznawalny w całym kulturalnym i artystycznym świecie. Nie ma w Zakopanem swojej ulicy, swojej szkoły, swojego muzeum, a tablica pamiątkowa na willi „Witkiewiczówka” jest nieczytelna dla przechodniów. W połowie lat 60-tych XX w. Muzeum Tatrzańskie i zakopiańskie władze odrzuciły propozycję spadkobierców doktora Teodora Biruli-Białynickiego, chcących sprzedać wielką kolekcję malarstwa Witkacego – propozycję przyjęło Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku i to tam obecnie znajduje się największy zbiór portretów jego autorstwa. Zakopiańskie witkacjana albo spoczywają w magazynach Muzeum Tatrzańskiego, skąd wyciągane są tylko przy okazji wielkich rocznic, albo są eksponowane w kiepskich warunkach w obiektach, z samym Witkacym nie mających wiele wspólnego. Na żadnym z ocalałych do dziś domów, w których Stanisław Ignacy Witkiewicz mieszkał (poza otoczoną wysokim płotem, pozostającą własnością prywatną „Witkiewiczówką”), nie ma informacji o ich najwybitniejszym lokatorze.

Na szczęście mamy tu Teatr Witkacego – może najwspanialszy pomnik, jaki twórca „Szewców” mógłby mieć. Jednak powinniśmy dążyć do tego, by postać Witkacego mogła być nam i naszym następcom jeszcze bliższa. Pomoże w tym jedynie stworzenie w Zakopanem nowoczesnego i profesjonalnie prowadzonego Muzeum Stanisława Ignacego Witkiewicza.

(Więcej szczegółów o zakopiańskich szlakach Witkiewiczów – w przygotowywanej książce Macieja Pinkwarta pt. „Wariat z Krupówek”, publikacja zapewne jeszcze w 2015 r.).

Tekst: Maciej Pinkwart

Książka „Chrzciny Witkacego” do kupienia tutaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.