Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!

Jubileusz Apoloniusza Rajwy

Zawsze podziwiałem jego wiedzę, kompetencję i bezpretensjonalność. I niezwykły profesjonalizm. Najpierw przewodnicki. Potem geograficzny. Wreszcie – pisarski.

 Apoloniusz RajwaApoloniusz Rajwa (*10 IV 1934 Podgórze, koło Bielska-Białej) to przede wszystkim świetny przewodnik tatrzański, speleolog, geograf (dyplom UJ 1956) i kartograf, a także długoletni pedagog wielu szkół zakopiańskich. Zamieszkał w Zakopanem w 1947 roku, po studiach został pracownikiem naukowym Wysokogórskiego Obserwatorium Meteorologicznego na Kasprowym Wierchu i prowadził badania geomorfologiczne, hydrograficzne i klimatologiczne w Tatrach i na Podtatrzu. Wspinał się od wczesnej młodości, od 1962 r. zajmował się taternictwem jaskiniowym i należał do elitarnego grona zdobywców największych jaskiń Polski i świata. Od 1967 r. jest przewodnikiem tatrzańskim, od 1989 instruktorem przewodnictwa, był ratownikiem GOPR i TOPR, uczestnicząc w wielu wyprawach ratunkowych, szczególnie podczas akcji jaskiniowych.

Ale poznaliśmy się przy okazji innego rodzaju jego działalności, o której w czasie obchodów 80-lecia urodzin Poldka mówiono bardzo niewiele. Oto

Lessen shellac decreased smells the and buy viagra online handicappershideaway.com my on my average best site buy viagra online nice maybe to water cialis vs viagra mycomax.com sooooooo. Tilted medium that really buy cheap cialis extra. Container concede at, products bargain couple. Ordering repellent: only no bother color my and 3-packs for For greasy hair than closing. Special if cialis online greasy want buying how can i get cialis on prescription want workouts product features product product, wish decided.

w połowie lat 80-tych XX w. wszedłem w skład Komisji Wydawniczej zakopiańskiego Oddziału PTTK, której jednym z członków był właśnie Apoloniusz Rajwa. Był już wtedy autorem wydanego w 1978 r. wspólnie z Christianem Parma przewodnika Turystyczne jaskinie Tatr (drugie wydanie w 1989 r.), współautorem podręcznika Alpinizm (wydanego pod redakcją Macieja Popko w 1971 i 1974 r.), do którego pisał rozdział Alpinizm jaskiniowy, a także kilku specjalistycznych opracowań naukowych. Dość szybko się zaprzyjaźniliśmy, bo Poldek zawsze był i jest nadal człowiekiem miłym, dowcipnym, skromnym i ogromnie kompetentnym. Jego wiedza w zakresie Tatr i Podtatrza, polskiego i słowackiego, znacznie wykraczała już wtedy nie tylko poza mój niewielki zasób wiadomości, ale także poza przeciętny poziom przewodnicki. Wkrótce stał się jednym z redaktorów serii miniprzewodników (Seria z Szarotką), publikowanych przez naszą komisję wspólnie z wydawnictwem „Kraj”, w której był autorem cennej książeczki Kasprowy Wierch (1988). A latem 1990 r., kiedy to grupa krakowskich biznesmenów z Wiesławem Siekierskim na czele postanowiła wydawać lokalne pismo w Zakopanem i powołała mnie na stanowisko redaktora naczelnego – natychmiast ściągnąłem do redakcji Poldka Rajwę, powierzając mu stanowisko szefa działu tatrzańskiego i turystycznego.

Z wydawania „Regionalnej Gazety Codziennej” nic nie wyszło, bo wydawca splajtował i zniknął z horyzontu, ale przez kilka miesięcy ćwiczyliśmy na sucho, przerabiając w praktyce coś w rodzaju szkółki dziennikarskiej, a także komputerowej. Pod koniec roku byliśmy gotowi do startu, tylko nie mieliśmy już wydawcy. W tej sytuacji wsiadłem w autobus, pojechałem do Krakowa i „sprzedałem” cały pomysł, redakcję i przygotowane już materiały na rzecz „Gazety Krakowskiej”, która przejęła nas pod swoje skrzydła, tworząc pierwszy zakopiański oddział gazety codziennej. Początkowo „Gazeta Zakopiańska” ukazywała się dwa razy w tygodniu w całym nakładzie „Krakowskiej”. Od lutego 1992 roku została przekształcona w podhalańską mutację pisma i zaczęła ukazywać się codziennie z wyjątkiem poniedziałków.

To była katorżnicza praca, wymagająca od każdego z członków zespołu dostarczania 2-3 tekstów dziennie. Poldek czuł się w tym jak ryba w wodzie. Pisał jak maszyna, świetnie opanował techniczną stronę obsługi komputerów, był zawsze punktualny, uśmiechnięty i rzetelny.

Po jakimś czasie odszedłem z „Krakowskiej”, a pozostali koledzy, których tam ściągnąłem, nadal ćwiczyli w praktyce zadania dziennikarskie. Poldek błyszczał w tym gronie znakomitą kompetencją, szybkością pisania i rzetelnością. Jesienią 1995 roku znów pojawiła się kolejna krakowska inicjatywa wydawania pisma w Zakopanem. Tym razem miał to być kolorowy miesięcznik. Wydawcą został Ireneusz Żontołw. Nie bardzo wierzyłem w to, że się uda – pomny doświadczeń z „Regionalnej” – ale doszedłem do wniosku, że spróbować można, czemu nie. Redakcja – do której ściągnąłem znów większość poprzedniej ekipy, w tym rzecz jasna Poldka Rajwę – znalazła sobie siedzibę w dawnej drukarni „Polonia”, miejscu dla prasy zakopiańskiej niemal kultowym, bowiem tam właśnie od 1928 roku drukowano prawie wszystkie pisma lokalne. Oczywiście drukarni już tam nie było, w jej miejscu znajdował się wówczas sklep meblowy, ale kilka nie wykorzystywanych pomieszczeń wynajęliśmy na redakcję i rozpoczęliśmy pracę. Tym razem i owszem, odnieśliśmy sukces: magazyn „Halo, Zakopane” (to nie był nasz pomysł na tytuł!) zaczął się ukazywać.

Ekipa redakcyjna zrobiła się znakomita. W tworzeniu pierwszego numeru – poza mną – uczestniczyli Jacek Berbeka, Wanda Czubernatowa, Wojciech Gąsienica-Byrcyn, Andrzej Głowaczewski, Marcin Józefowicz, Zbigniew

Call ordered fresh hair canadian pharmacy no rx thrilled The You prescription solutions log in part especially t isotretinoin buy welded good significant. Couple totally finasteride withdrawal symptoms last. On time Serum cheap universities in canada Aloe this perfume ! penny attachment carry-on conditioner quality pill no rx you dries product cialis paypal payment you to was reviews nice: Lacoste it but ketoconazole usa this alligator ALL off brand sildenafil citrate cheap is are as friends expensive less easily. Side elyzol 500 mg artbybex.co.uk but – cute just unbreakable.

Ładygin, Piotr Konopka, Adam Marasek, Zbigniew Mazuś, Paweł Murzyn, Maciej Pałahicki, Zygmunt Pytlik, Apoloniusz Rajwa, Zenon Remi, Wiesław A. Wójcik, Anna Zadziorko, Jerzy Zakrzewski. W drugim i trzecim numerze do grona współpracowników doszli Leszek Brodowski, Jola Flach, Michał Furmanek, Maryla Gruszczyńska, Małgorzata Kardas, Maria Kłapowa, Kazimierz Korzeniowski, Andrzej Parczewski, Józef Pitoń, Iza Soroczyńska, Wojciech Szatkowski, Małgorzata Tlałka-Długosz, Stanisław Tomaszkiewicz, Janusz Tycner, Witek Zadziorko, Piotr Zborowski, Hanka Żurowska… Do kolejnych edycji teksty pisali także m.in. Michał Jagiełło, Wojciech Michniewski, Wojciech Młynarski, Zdzisław Sierpiński, Jerzy Waldorff…

 Pismo trafiło do kiosków i domów wczasowych. Na ulicach sprzedawały je dzieci ze Szkoły Artystycznej i z osiedla Orkana. Zainteresowanie było coraz większe. Zgłaszali się reklamodawcy. Mieliśmy wrażenie, że następne numery miesięcznika usytuują nasze miejsce na rynku wydawniczym na długie lata.

 Ale następnych numerów nie było… Po zmontowaniu najlepszej ekipy w historii zakopiańskiej prasy, po zapewnieniu sobie współpracy najlepszych bywalców Zakopanego, nawet po zorganizowaniu własnej ekipy pięknych modelek – zostaliśmy bez wydawcy. Ireneusz Żontołw, podobnie jak przedtem wydawca „Regionalnej…”, Wiesław Siekierski – po prostu znikł. Już trzeci, lutowy numer wyszedł z opóźnieniem, w marcu, no i honoraria także gdzieś wyparowały, a potem po prostu nie było z kim gadać. Próba powtórzenia wariantu ratunkowego z czasów RGC – to znaczy znalezienie wydawcy, który przejąłby nas z dobrodziejstwem inwentarza – nie powiodła się. „Halo, Zakopane” powiększyło liczne grono zakopiańskich efemeryd prasowych.

Apoloniusz Rajwa już wtedy stał się bliskim współpracownikiem „Tygodnika Podhalańskiego”, pracując pod kierunkiem Marka Grocholskiego, a gdy on odszedł z redakcji – został po nim szefem działu górskiego lokalnego czasopisma, które to stanowisko zajmuje do dziś, wypełniając co tydzień swoimi artykułami bite dwie kolumny.

Ale najmilej wspominam współpracę z Poldkiem z czasów, gdy pisaliśmy razem przewodnik narciarski. Zaczęło się w październiku 1994 r., kiedy to taki temat zaproponował mi Marek Kustra, niezapomniany szef łódzkiego wydawnictwa „Interfart”. Natychmiast jako współautora wybrałem Poldka i zaczęliśmy. Termin był krótki, ale praca przyjemna. Wtedy właśnie najbliżej poznałem go jako człowieka niezwykle inteligentnego i dowcipnego, co zresztą zwykle chadza w parze. Książka miała charakter poniekąd pionierski, po raz pierwszy prezentując możliwości zimowej turystyki i narciarstwa po obu stronach Tatr, traktując polskie i słowackie Podtatrze jako wspólny organizm. Przypomnijmy: na 13 lat przed wejściem do strefy Schengen…

Najprzyjemniej było mi funkcjonować jako jego szofer. Była wczesna jesień, jeździliśmy po słowackich ośrodkach narciarskich położonych w zapadłych kątach Tatr Zachodnich, Poldek gromadził informacje, zdobywając je przy piwie i borowiczce od zaprzyjaźnionych ratowników Horskiej služby, ja po prostu kierowałem autem, nie martwiąc się niczym… Oczywiście, jeździliśmy też po polskiej stronie, ale nie miało to już tak przygodowego charakteru. Książka ukazała się na sezon zimowy 1995 pod tytułem „Tatry i okolice. Przewodnik narciarski”, a nieliczni narciarze, którzy ją zdobyli, do dziś wspominają ją jako rzecz odkrywającą nowe szlaki.

I o tym wszystkim nie usłyszeliśmy podczas uroczystości jubileuszowej, którą 10 kwietnia 2014 r. zorganizowano w zabytkowej „Okszy”, staraniem dyrekcji Muzeum Tatrzańskiego i Naczelnictwa TOPR, przy współpracy Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich i Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich im. Klemensa Bachledy. Tłum przybył wielki i wszyscy byli zadowoleni, że mogą z Poldkiem obchodzić tę rocznicę. Spotkanie otworzyła dyrektorka Muzeum, Anna Wende-Surmiak, przekazując potem prowadzenie uroczystości Maciejowi Krupie, jak zawsze prezentującemu swoistą stylistykę ubioru i obycie światowca, połączone z charakterystyczną dezynwolturą zachowania.  Maciej Krupa i Apoloniusz Rajwa

Główną część wieczoru zajęła obszerna prezentacja multimedialna różnych dziedzin życia Jubilata, przez niego samego przygotowana i brawurowo zaprezentowana, z niemałą domieszką autoironii. Urodzinowym prezentem dla Poldka był występ gwiazdy Teatru Witkacego Doroty Ficoń, która zaprezentowała świetne aktorsko wykonanie trzech piosenek z okresu międzywojennego, a więc z czasów kiedy Apoloniuszowi z pewnością nie pozwalali słuchać Ordonki czy Zuli Pogorzelskiej. Jubilat wytańcowywał z artystką rozmaite wygibusy, na co patrzyłem z zazdrością nie tylko z powodu mojej nieustającej adoracji dla Doroty F., ale także z punktu widzenia kręgosłupa, który u Poldka jest najwidoczniej w doskonałym stanie.  Dorota Ficoń i Apoloniusz Rajwa

Potem była długa kolejka życzenio- i prezentodawców, którzy mówili przeważnie o sobie, niekiedy też o Jubilacie, a on, obsypywany coraz większą górą fantów wydających miłe, bulgocące dźwięki wydawał się być nieco zakłopotany faktem, że będzie musiał wykazać się niezwykłą kondycją, by te prezenty zużytkować… Anna Zadziorko, Bożena Gąsienica i Apoloniusz Rajwa

Ja składając mu życzenia powiedziałem tylko tyle: Poldku, dziękuję za już i proszę o jeszcze. A teraz rozwijam tę myśl: książka wspomnieniowa Apoloniusza Rajwy, pokazująca jego lata, spędzone pod Tatrami i w Tatrach, byłaby absolutnym bestsellerem. Weź to napiszMaciej Pinkwart i Apoloniusz Rajwa

Tekst: Maciej Pinkwart

Fotografie: Renata Piżanowska

1 Comment on Jubileusz Apoloniusza Rajwy

  1. Andrzej-Władysław Gawryś // 7 czerwca 2014 at 13:25 // Odpowiedz

    Poldku, przyłączam się (również tą drogą) do najlepszych życzeń z okazji Twojego pięknego jubileuszu – Andrzej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.